Brazylia

Angra dos Reis – rejs marzeń

Przylecieliśmy do Rio de Janeiro, żeby świętować moje urodziny. 5 dni w Mieście Boga miały być okazją na spełnienie marzeń o Rio, ale również spotkaniem z naszym kolegą, którego poznaliśmy w Irlandii. Chcieliśmy po prostu nacieszyć się tym miejscem. Bez dokładnego planu. Mieliśmy tylko spis miejsc, które chcielibyśmy odwiedzić. Oczywiście, życie zweryfikowało tę listę.

baaf14d2-22fc-4e1c-80f8-270a80a2ef8a
Spotkanie z Danielem na plaży Copacabana

Kilka dni przed wylotem dowiedziałam się o cudownym miejscu w okolicach Rio – Arraial do Cabo. Raj na ziemi leżący na północnym-wschodzie od naszego celu podróży. Możecie sobie wygooglować. Piękne zdjęcia. Szukając informacji na ten temat znalazłam równie cudowne miejsce po przeciwległej stronie. Oba te miejsca oddalone o ok 140 km. Niby blisko, ale daleko. Myślałam sobie, że może uda nam się pojechać z naszym kolegą, który ma samochód i na co dzień mieszka w Rio. W głowie pojawiła się taka myśl, ale jakoś nie podchodziłam do tego na serio. Czasami miewam, głupie pomysły, których lepiej nie wprowadzać w życie.

Pierwszego wieczoru mieliśmy spotkać się z Danielem. Czekając na niego na Copacabanie, spacerowaliśmy wzdłuż deptaka. Zaczepiła nas pewna kobieta. Co się okazało, była ona przedstawicielką jednego z lokalnych biur podróży, organizujących wycieczki po okolicy. Posłuchaliśmy co ma do powiedzenia, nie bardzo angażując się w rozmowę, wzięliśmy ulotkę i grzecznie podziękowaliśmy.

W trakcie spotkania z Danielem, wspominaliśmy stare czasy Irlandii. Rozmawialiśmy o życiu ogólnie, ale również o tym w Rio de Janeiro. Jak wygląda ono na co dzień. Oczywiście nie omieszkaliśmy zapytać o porady związane ze zwiedzaniem miasta. Myśleliśmy o planie na najbliższe dni. Jak to ja, napomknęłam o tym, że w sumie to fajnie by było pojechać gdzieś za miasto, razem we trójkę. Nie widzieliśmy się już tak długi czas, że teraz można by to nadrobić. Niestety Daniel nie mógł pojechać z nami. Powiedział też, że w sumie to nie jest tak tanio. Bo na razie trzeba dojechać autem ok 3h drogi, później wynająć łódź, bo to przecież zatoki. Raczej wyglądało to na skomplikowaną operację. Stwierdziłam, że pewnie sobie to podarujemy. Jednak trzeciego dnia zobaczyliśmy wszystko to co chcieliśmy najbardziej.  Zostało jeszcze dużo punktów, które mogliśmy brać pod uwagę, ale to co najważniejsze, już zrobiliśmy. Zostały nam dwa dni. Mogliśmy wybrać się do nowego ogromnego aquarium. Co prawda bilety były dosyć drogie, bo mój kosztował R$80, a Diego musiałby zapłacić połowę ceny, czyli w sumie za dwie osoby R$120. Przypomniałam sobie, że przecież mam ulotkę od tej kobiety i możemy się dowiedzieć co dokładnie oferują.Chodziło nam dokładnie o Angra dos Reis lub Arraial do Cabo. Dwa raje w okolicy Rio de Janeiro. Po krótkiej rozmowie z Viviane okazało się, że do Arraial do Cabo nie jeżdżą w niedzielę. Została nam Angra. Koszt takiej całodniowej wycieczki to R$125/os. W cenie: transport do Angry i z powrotem ( w okolicach Copacabany – bus odbiera i odwozi pod miejsce zakwaterowania), rejs po zatoce i cztery przystanki na nurkowanie : Cataguases, Lagoa Azul, Freguesia de Santana i Japariz, gdzie podany był obiad w formie bufetu – płacisz raz, jesz ile chcesz. Oczywiście obiad były również w cenie wycieczki. Jedyną opcją dodatkowo płatną, było wypożyczenie  maski do nurkowania. Koszt – R$ 25. Przypomnieliśmy sobie rozmowę z Danielem na ten temat i stwierdziliśmy, że w sumie to nawet nie jest drogo, zobaczymy nowe miejsce, a przede wszystkim spełni się jedno z moich marzeń. Po krótkich rozważaniach, sprawdziliśmy opinie w Internecie. Nie były one zbyt przychylne, ale zdecydowaliśmy się zaryzykować. Nie było zbyt dużego ryzyka, bo mieliśmy zapłacić dopiero w busie, który odebrał nas rano.

Jedynym minusem całego tego przedsięwzięcia było to, że bus był spóźniony ok. 30 min. W Brazylii to normalne. Pracując z Brazylijczykami zauważyłam, że nie są oni zbyt punktualni, więc zdążyłam do tego przywyknąć. Wsiadając do busa, musieliśmy “zgarnąć” po drodze jeszcze kilka osób. Do Angra dos Reis dojechaliśmy w jakieś 3h.

DSCF9067
Pierwszy rzut oka na Angra dos Reis
DSC_2882
I drugi…

DSCF9071

DSCF9074
Przystań Angra dos Reis

DSCF9073Po krótkim oczekiwaniu, podpłynęła do nas łódź, przypominająca trochę piracki statek. Zapowiadała się fajna przygoda. Pogoda była cudowna. Świeciło słońce, a woda i niebo zlewały się ze sobą w różnych odcieniach błękitu. To był mój pierwszy rejs tego typu. Kiedyś, dawno temu, płynęłam statkiem w Gdyni i promem do Finlandii, ale to jednak nie było to samo. Nasza piracka łajba była dużo mniejsza, no i byłam w raju.

DSCF9080
Zasady bezpieczeństwa

DSC_3110DSCF9062DSCF9082DSCF9091DSCF9090DSCF9093Po ok. 30 min zatrzymaliśmy się na pierwszy szybki postój. Pracownicy oferowali nam maski, te o których już wcześniej wspominałam. Trochę bałam się zaryzykować, bo nie umiem pływać. Nasz animator powiedział nam, że następny przystanek to Błękitna Laguna, w której można zobaczyć piękne okazy ryb. To mnie przekonało. Mimo, tego, że nie potrafię pływać, wypożyczyłam maskę i zdecydowałam się na nurkowanie. Miałam niesamowitą szansę na spełnienie mojego marzenia o nurkowania. Bałam się jak diabli. Nie utonęłam tylko dlatego, że na pokładzie mieli makarony 🙂 Mimo tego, że jesteśmy w Brazylii i świeciło gorące słońce, to i tak woda była lodowata. Czułam, że moje palce kostnieją, obrączka prawie spadała mi z palca. Ale było cudownie. Zobaczyć wodne życie nawet na chwilę. Ryby dookoła mnie, które prawie mnie dotykały. W okolicy piękne skały. W takich chwilach naprawdę chce się żyć.  Niestety nie odpłynęłam za daleko od statku. A szkoda. W mojej głowie kłębiło się dużo myśli. Zrobiłam ten pierwszy krok, ale w dalszym ciągu jestem ograniczona. Trzeba coś z tym zrobić. Muszę nauczyć się pływać, żeby następną taką szansę wykorzystać na maksa.

DSC_2945
Błękitna laguna – Lagoa Azul
DSC_2962
Moje pierwsze próby nurkowania

DSC_2952DSCF9064

DSC_2953
A tu Pan rybak
DSC_2912
Ogrzewanie na słońcu po nurkowaniu w lodowatej wodzie

Była to również okazja do rozmowy z innymi Brazylijczykami, którzy również wybrali się, żeby tu odpocząć. Fajne jest to, że wszyscy reagują na mnie bardzo pozytywnie. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z jakimś odrzuceniem, czy niemiłym słowem. Raczej traktują mnie przyjaźnie, mimo, że jestem “gringo”.

Kolejnym przystankiem, była plaża Freguesia de Santana na wyspie Ilha Grande. To tu znajduje się piękny, mały, biało-niebieski kościółek. Jak to na takiej plaży, dookoła znajduje się dużo palm. Co ciekawe, rośnie tu jedna z najwyższych palm w Brazylii. Związany jest z nią pewien zabobon. Jeśli obejmiesz ją wraz ze swoim partnerem, zapewni Wam ona płodność. Jeśli tylko kobieta, będzie ona miała wiele zdrowych dzieci, a jeśli mężczyzna, będzie on miał udane życie seksuale. Przynajmniej tak to zrozumieliśmy 🙂

DSC_3031
Jedna z najwyższych palm w Brazylii – w pobliżu Igreja da Freguesia de Santana

DSC_3037DSC_3056

DSC_3050
Igreja da Freguesia de Santana

DSC_3120Po krótkim odpoczynku w tej części wyspy, udaliśmy się do celu naszego rejsu, gdzie podano obiad. Bardzo spodobała mi się idea restauracji. Jak już wspomniałam, płacisz raz (cena obiadu wliczona w całą wycieczkę) i jesz ile chcesz. Jest jednak bardzo ważna sprawa, jeśli zostawisz jedzenie na talerzu to musisz za nie zapłacić dodatkowo. Dlatego lepiej nakładać małe porcje i później w razie czego dołożyć więcej. Właściciele restauracji chcą w ten sposób uniknąć wyrzucania jedzenia. Prawda, że fajny pomysł?

DSCF9102
Restauracja, w której jedliśmy obiad – Praia de Japariz

Biorąc pod uwagę fakt, że pod koniec lipca w Brazylii jest zima, podobnie jak w Polsce, zachód słońca jest bardzo wcześniej. Po obiedzie, ok. godz. 16, zaczynało już zmierzchać. Także, trzeba było wsiadać na statek i ruszać w drogę.

DSCF9115
Ostatnie chwile na Praia de Japariz – Ilha Grande

DSCF9110DSCF9101DSCF9130DSCF9109DSCF9136Rejs do portu Angra dos Reis zajął ponad 1h. Wszyscy zmęczeni i wychłodzeni, bo bardzo wiało, oglądaliśmy piękny zachód słońca. Do portu przybyliśmy ok. godziny 18. Czekał nas jeszcze trzygodzinny powrót do Rio. Oczywiście bus odwiózł nas pod samą kamienicę w której mieszkaliśmy przez te kilka dni.

DSCF9146.JPG

DSC_3140DSC_3142

I w taki sposób skończyła się nasza 12-godzinna przygoda w raju.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s